• Wpisów:11
  • Średnio co: 168 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 02:21
  • Licznik odwiedzin:3 723 / 2026 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Kate ? - jest zdziwiony moim wyglądem.
Nie dziwię mu się.
Kciukiem ociera łzy z moich policzków i patrzy prosto w oczy.
Nie czekam na nic, staję za nim, on mnie obroni.
- C-co się stał... Nic ci nie jest ? - ale szybko traci mowę, gdy w końcu korytarza pojawia się Rick. - Rick. - syczy przez zęby jego imię.
- Harry. - Rick się sztucznie uśmiecha. - Jak tam seans ? - drwi. - Kate, szukałem cię.
Ścisnęłam koszulę Harry'ego i schowałam się za jego sylwetką.
- Obawiam się, że zaszło tu nieporozumienie, Rick.
- Ależ skąd, przyjacielu ! - zachichotał. - Kate wyznała, że nic was nie łączy.
Stałam za Harrym, ale mogłabym przysiąc, że zacisnął zęby.
- Kate, wyjdź na zewnątrz. Czekaj na mnie przy samochodzie.
- H-ha-rry - błagam, bo przypuszczałam, że wiem, co się wydarzy.
- Rób co mówię. - wysyczał przez zęby.
Jego głos był tak chłodny, iż miałam wrażenie, że to na mnie mnie, nie na Rick'a rzuci się za chwilkę Hazza.
Powoli ruszyłam w kierunku wyjścia. Co chwilę się odwracałam z nadzieją, że Harry za chwilę do mnie dołączy. Marne były moje nadzieje.
Chłopcy zjadali się wzrokiem i miałam wrażenie, że za chwilę się na siebie rzucą.
Zdziwiło mnie jednak, gdy głos Harry'ego był niewiarygodnie spokojny, gdy otworzył usta.
- Rick, myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. - zaczął i przestrzeń pomiędzy nimi zaczęła powoli zanikać.
Moje nogi były jak z waty.
Zatrzymałam się pośrodku korytarza. Nie chciałam, by komukolwiek stała się krzywda z mojego powodu.
Tak, to prawda, Rick zrobił mi krzywdę. Pomimo tego, nie chciałam jego krzywdy. Harry też mógł ucierpieć.
W sumie to o niego się nie martwiłam. Był, przynajmniej według mnie, bardzo silny.
- Nie gadaj, że zacząłeś się aż tak przejmować płcią przeciwną, nie jesteś taki. Robiłeś gorsze rzeczy.
- Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił ! - Harry wybuchnął i przygwoździł Ricka do ściany ściskając przy tym pięściami jego koszulę.
- To tylko dziewczyna, wyluzuj.
- Ona jest moja ! Dlaczego akurat ona, Rick ?! - wymierzył mu prawy sierpowy. - Dlaczego ?! - Harry ponowił swój atak.
- H-harry - zaczęłam bełkotać, by przestał.
Moje nogi zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa i czułam, że zaraz upadnę, albo co gorsza, zemdleję.
- Rick, ty gnoju !
- Harry uspokój się do cholery jasnej ! - tym razem, to Rick wymierzył cios loczkowi.
A ja powoli traciłam panowanie nad swoimi nogami i głową. Ruszyłam w kierunku bijących się chłopaków. W żółwim tempie, ale jednak. Na nic więcej nie było mnie stać w tamtym momencie.
- Ha-rry - wychrypiałam zanim moja głowa zetknęła się z marmurową posadzką i utraciłam przytomność.


Tak, wiem, że to raczej chujowo jakościowo i wg, ale na nic innego mnie w tej chwili nie stać. Tablet wrócił naprawiony a rozdziały szlag jasny trafił Obiecuję, że kolejny fragment pojawi sie sześć razy szybciej niż ten, i że bd lepszy :-) oglądaliście teledysk do soml ? Wyciekł ! Perfekcyjnyyyy jest ! U dołu macie Kate. ok, that's all :-)
  • awatar Your presence: Udany ! ;*
  • awatar Gość: Świetny Rozdział !!! <3 Czekam na kolejny równie świetny Rozdział co ten ;**
  • awatar Ask for continued ;3: @Dream ...: Zgadzam się w 100%. Rozdział był świetny./Alex
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Pusto tu jakoś na tym pingerze, nie uważacie ? Moja kol napisała piosenkę i uznałam, że ujawnię ją światu, pokazuję ją wam potajemnie, więc ani słówka jej ! Byłam pod wrażeniem gdy to zobaczyłam..


life is a game in which no one got instructions
No one ever said it would be easy
Don't tell me what to do
don't show which way do I go when it's my choice
So hello, don't teach me how to live

if I want to walk with the black man, I'll do it
if I wanted to be green, I'll do it
if I want to attack the bank, I will
because it's my life and my decisions

life is a game in which no one got instructions
No one ever said it would be easy
Don't tell me what to do
don't show which way do I go when it's my choice
So hello, don't teach me how to live


I don't know what should be tolerated and what not
because nobody would explain
but I know what people feel
who go their own way
and they suffer

Tłumaczyłam już sama, więc mnie nie bijcie,że są błędy czy coś, oryginał był po polsku, ale nie chcę ryzykowac że się zczai, no i bardziej wolę angielską wersję.. po angielsku wszystko brzmi lepiej cnie ? :>
No to ten no.. kolejny dział nwm kiedy, najpierw oddaje tableta do naprawy, a jak sie naprawi i go odzyskam to wam dodam, bo wszystkie działy były tam
Przy okazji zapraszam na aska >>> http://ask.fm/karollyXX
A btw słyszeliście DIANA ? <3

  • awatar Gość: Czekam na kolejny Rozdział ?!
  • awatar I ♥ Hooligans: Hej co z tobą piszesz nadal ?
  • awatar Ask for continued ;3: Świetny tekst. Ma talent. ;3 zapraszam na naszego bloga z opowiadaniem i zachęcam do komentowania.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Gdy się obudziłam, Nelly, już nie było. Była godzina 10, ona pracę zaczyna o 8. Zwykle się mijamy. Kiedy ona ma pierwszą zmianę, ja mam drugą, a kiedy ja idę rano, ona wychodzi po południu i wraca wieczorem. Moja pierwsza zmiana rozpoczyna się o 9, kończy o 14:30 i o tej samej porze zaczyna się kolejna i trwa do 20. Jedynie w niedzielę mam wolne od pracy. Nelly niestety musi w ten dzień udać się do centrum. Nelly rozpoczyna pracę godzinę wcześniej, tak jak dzisiaj. Do domu wróci o 13. Jutro właśnie o tej porze zacznie kolejną zmianę i skończy pięć godzin później. O 18 zaczyna się trzecia zmiana. Trwa ona o godzinę mniej od pozostałych dwóch. Nie zazdroszczę Nelly tej pracy, ale ona nie narzeka, a nawet jest zadowolona. W niedzielę zmiany ulegają zmianie i są skrócone. Zarabiamy prawie tyle samo. Niedziele staramy się spędzać razem. Oglądamy razem telewizje, wypożyczamy jakiś film, robimy coś do jedzenia, albo idziemy na miasto. Często chodzimy do kina, lub do pizzerii. Rzadko kiedy Nelly udaje się wyciągnąć mnie na zakupy. Lubię nowe ciuchy, ale nie cierpię chodzić po sklepach. To takie męczące i nudne. Na dodatek nie stać mnie na wszystko co mi się podoba. Muszę przecież płacić czynsz, kupować sobie jedzenie, płacić za prąd, wodę, gaz, telefon..na przyjemności za dużo nie zostaje. W tamtym roku oszczędzałam i dzięki temu wyjechałam z Nelly do Paryża na wakacje.
Poszłam do kuchni i wyciagnęłam z szafki miskę. Położyłam ją na blacie i wsypałam do niej trochę płatków które zalałam potem mlekiem. Tak zwykle wygląda moje śniadanie. Po zjedzeniu mojego przysmaku postanowiłam się przebrać i doprowadzić do stanu w którym nie wyglądam jak zombie. Kiedy już mi się to udało rzuciłam się na kanapę przed telewizorem. Zawsze tak robię w dni robocze. Czasami chodzę też do sklepu uzupełnić lodówkę, a gdy mam siły, idę biegać. Dzień jak codzień.
Kiedy leżałam przed telewizorem, moja komórka dała o sobie znać. Niechętnie zwlokłam się z kanapy i poszłam do mojego pokoju, gdzie znajdował się mój telefon. Jego poszukiwanie nie zajęło mi długo czasu. Zostawiłam go w widocznym miejscu. Leżał bezwładnie na komodzie. Ktoś dzwonił. Z komórki dobiegał dźwięk mojej ulubionej piosenki. Nie chętnie ją przerwałam i odebrałam. Harry.
– Nareszcie odebrałaś.
– Jestem zajęta...
– Chciałem tylko usłyszeć twój głos i o czymś ci przypomnieć.
– Tak, pamiętam o naszym dzisiejszym spotkaniu.
– Ubierz coś ładnego.
– Nie wiem jak się ubrać, bo nie wiem gdzie mnie zabierasz. - odpowiedziałam zirytowana.
To chyba oczywiste, że jeśli nie wiem gdzie idę, to nie będę miała pojęcia co przyodziać. Czasami nawet gdy wiem gdzie idę, nie wiem co założyć.
– Idziemy do kina z moimi znajomymi.– westchnął. - W tamtym tygodniu nie miałaś z tym problemu.
– Okay.- odetchnęłam z ulgą. Mogło być gorzej. Przynajmniej nie będziemy sami.
– I nici z niespodzianki.
– Nie nawidzę niespodzianek.
– Kate, każdy lubi niespodzianki. Będę pod twoim domem trochę wcześniej niż planowaliśmy.
- Chciałeś powiedzieć planowałem z Nelly. - zaśmiał się.
– Jesteś zabawna. Pozdrów tę twoją przyszywaną siostrę i podziękuj za sok. Widzimy się wieczorem.
To był mój ukochany sok, a ona tak po prostu poczęstowała nią mojego wroga. Nelly, kocham cię, ale przesadziłaś.
– Do zobaczenia. – wcisnęłam palcem czerwoną słuchawkę.
Skoro miałam komórkę w dloni, postanowiłam trochę ją "ogarnąć" i pousuwałam wszystkie wiadomości. Ledwo co skończyłam, a otrzymałam kolejną wiadomość tekstową. Od Harry'ego. Napisał: Będę po ciebie przed 21 H xX
Westchnęłam poirytowana.
– Kate, wróciłam ! Jesteś ?- krzyknęła Nelly.
Spojrzałam na zegarek. 13:30. Jak ten czas szybko leci.
– Nie ma mnie ! – odkrzyknęłam z mojego pokoju.
– Przyniosłam obiad.
Jedynym plusem pracy Nelly było to, że czasami dostawała jedzenie za darmo.
– Co tym razem ?
Przyszłam do kuchni, gdzie była już moja współlokatorka.
– Schabowe. Już wsadziłam je do mikfofalówki. Umieram z głodu.
– Nie tylko ty, Nelly.
Zjadłyśmy wspólnie obiad. Potem musiałam już uciekać do pracy. Nie chciałam się spóźnić.
– Dzień dobry pani Granger. – przywitałam się z szefową i stanęłam za ladą.
Kiwnęła do mnie głową i poinformowała panią Jasmine, swoją drugą pracownicę, że może już kończyć i iść do domu.
Po raz pierwszy w życiu chciałam zostać dłużej w pracy, byleby uniknąć spotkania z Harry'm.
Wszystko szło na moją niekorzyść. Klientów obsługiwałam o wiele szybciej niż zwykle i było ich o wiele mniej niż przedwidywałam.
– Kate, nie ma dzisiaj dużo klientów, chyba zamknę wcześniej niż zwykle. Możesz już iść do domu.
Spojrzałam na zegar wiszący nad drzwiami. Jest o wiele wcześniej niż bym chciała.
– Mogę pani pomóc, jeżeli pani chce. Nie śpieszy mi się.
– Naprawdę chcesz mi pomóc ? Jeżeli masz ochotę..
Lubię moją szefową. Jest bardzo miła, chociaż jest wymagająca. Jest przyjaźnie nastawiona zarówno dla mnie, jak i dla pani Jasmine. W innym przypadku ucałowaabym ją za to, że wypuściła mnie wcześniej i pobiegła do domu. W tych okolicznościach chciałam jej pomóc i zostać po godzinach.
– Włącz jeszcze alarm na zapleczu i zamykamy.
Posłusznie wykonałam jej polecenie. Przed wyjściem z księgarni ponownie zerknęłam na zegar. I tak będę w domu przed czasem.
– Dowidzenia pani Granger.– uśmiechnęłam się do niej.
– Dziękuję za pomoc ! – krzyknęła z daleka nim zniknęła za zakrętem.
Kiedy weszłam do domu zastałam zalataną Nelly z górą ubrań w rękach. Oby moje przypuszczenia były błędne.
– C-co ty robisz ? - zdziwiłam się.
- Jak to co ? Szukam ci ciuchów na randkę !
Tylko nie to. Tylko nie to. Tylko nie to. Blagam.
- Daj spokój, Nelly. Nie mogę iść w tym ?
Nie wiem, co jej się nie podobało w moich podartych dżinsach. Mój t-shirt też był okay. A moje trampki są naprawdę wygodne.
– Absolutnie nie.
- Przecież idziemy tylko do kina - westchnęłam ponuro.
– A to nie miała być niespodzianka jak ostatnio ?
- Zmusiłam go.
- Kate, jak chcesz zrobić na nim wrażenie, to mi zaufaj. Przebiorę cię.
- Nie chcę zrobić wrażenia, już napewno nie na nim.
- Zrób mi tą przyjemność. Chcę żebyś wyglądała bombowo. – zrobiła minę smutnego szczeniaczka.
- Okay, okay, ale nie przesadzaj.- dałam się namówić.
Złapała mnie za rękę i pociągnęła do salonu. Ciuchy leżały wszędzie. Kubka obok kupki. Nasze ciuchy pomięszane leżały pogięte na kanapie, dywanie i podłodze. To wyglądało strasznie. Lubię porządek. Mam nerwicę natręctw.
- No cóż..chciałam cię ubrać w sukienkę, ale nie chcę patrzeć jak cierpisz.. Co powiesz na to ? - wzięła do rąk jedną z kupek ubrań. - Wkładaj, nie mamy czasu !
Posłuchałam jej i zalożyłam to, co mi podała. Czarne rurki z bufiastymi kieszeniami i ćwiekami spadały mi z pośladek, więc musiałam dołożyć brązowy pasek ze spodni ktore zciągnęłam. Bluzka Nelly była koszmarem. Miała ogromny dekolt, była na mnie za długa i za szeroka. W końcu jest ode mnie wyższa.
– O nie, nie, nie.. bluzka odpada. – spojrzała na mnie. – Trzymaj tą. – złapała z podlogi kolejny ciuszek.
Szybko wciągnęłam ją przez głowę. To moja bluzka więc była dopasowana i idealnie przylegała do mojego ciała. Pokazałam się przyjaciółce.Kiwnęła głową.
- Włóż ją do spodni. Ja lecę po buty i kosmetyki. – rzuciła się do biegu.
Wykonałam jej polecenie i wsadziłam białą bluzkę do spodni. Ledwo co skończyłam, a Nelly już kucała nade mną i wsadzała mi na nogi jakieś jasnoróżowe baleriny z kokardkami, bo wiedziała, że nie nawidzę butów na obcasie. O boże, Nelly jest wspaniała. Podała mi jeszcze swoją miętową marynarkę którą zarzuciłam na ramiona.
– Trzymaj, rozczesz trochę włosy. – wręczyła mi do rąk mały grzebyczek a sama chwyciła do ręki tusz do rzęs i błyszczyk.
Nagle rozległ się po domu dźwięk dzwonka do drzwi.
- Cholera. – Nelly aż podskoczyła. - Idę mu otworzyć, a ty dokończ.
Przejechałam tuszem po rzęsach i popsykałam się perfumami. Złapałam mój telefon do ręki i wrzuciłam go do kieszeni. To samo zrobiłam z portfelem.
– Kate ! - krzyknęła.
– Idę. - odpowiedziałam spokojnie i udałam się do drzwi wyjściowych gdzie stała Nelly i Harry.
- Trzymam kciuki. - szepnęła mi do ucha, kiedy zmierzałam w kierunku drzwi.
- Okay. - odpowiedział i przepuścił mnie w drzwiach.
- Wyglądasz cudnie. - powiedział, nim otworzył mi drzwi do Rovera. - I pachniesz jeszcze cudniej. - drzwi się zatrzasnęły.
- Zasługa Nelly. - zajął miejsce za kierownicą.
- Muszę jej za to podziękować. - spojrzał na mnie. - Muszę przyznać, że jesteś dzisiaj wyjątkowo gadatliwa. - zaśmiał się. - Powiedziałaś dzisiaj aż trzy słowa. Chyba zaopatrzyłaś się w język.
Popatrzyłam na niego zirytowana i zapięłam pasy.
Nagle auto ruszyło. Mam nadzieję, że dzisiaj nie będzie korków tak jak w dniu, kiedy się poznaliśmy.
- Dzisiaj los się do nas uśmiechnął; nie ma korków.
Czyżby czytał mi w myślach ?
- Nie jesteś ciekawa na jaki film idziemy ?
- Jestem, ale pewnie to niespodzianka.
Wiedziałam, że na komedię nie mam nawet co marzyć. Szykowałam się na najgorsze. Przełknęłam głośno ślinę na samą myśl.
- Szybko się uczysz, Kate, czy może powinienem ci mówić pani Styles ? - zachichotał.
Odwróciłam glowę w kierunku okna. Ta rozmowa zaczynała robić się bynajmniej męcząca.
Muszę przyznać, że jestem uzależniona od oglądania Londynu nocą. Wygląda pięknie. Nie to co za dnia, nie ma tego tłumu na ulicach, miliony świateł oświetla nie zatłoczone ulice. Cisza. Jest taka kojąca i uspokajająca. Nawet nie zdałam sobie sprawy, gdy auto stanęło. Uświadomił mi to Harry, który właśnie otworzył mi drzwi. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, w co był ubrany. Ciemne dżinsy idealnie opinały jego talię. Biała koszulka zakryta była koszulą tego samego koloru. Na nogach widniały jakieś ciemne buty, nie zobaczyłam dokładnie, z powodu ciemności panującej wokoło.
Odpięłam w pośpiechu pas i wyszłam z samochodu. Moja chwila ukojenia właśnie dobiegła końca. Dzięki, Harry.


HORROR



Czułam się jakbym miała iść na ścięcie. Harry wbrew mojej woli złapał mnie za ręke i ani myślał, by ją puścić. Nie miałabym z nim szans gdybym chciała się oswobodzić. Wplótł swoje duże palce między moje i ciągnął ku budynkowi. Moje serce było na skraju wykończenia. Przypominało mi młot pneumatyczny. Myślałam tylko o tym, jak by tu uciec.
- Nie bój się.
- Nie boję się.
Nie chciałam dawać mu tej satysfakcji, tego że nade mną góruje. Próbowałam go przekonać. Mój głos drżał, ale mimo to musiałam to powiedzieć.
- Słyszę jak bije twoje serce. Boisz się mnie.
Nabierałam powietrza w swoje płuca. Powietrze było o wiele czystsze niż za dnia. Również trochę chłodniejsze. Ale nie przeszkadzało mi to. Lubię chłodne powietrze.
Wkrótce moim oczom ukazało się kino. Chciałam mieć to już za sobą, więc trochę przyspieszyłam. Teraz już prawie biegłam. Moje trzy kroki=jeden krok Harry'ego. Nawet tego nie poczuł.
Byliśmy w środku dwie minuty później. Brunet szybko odnalazł wzrokiem grupę swoich znajomych i skierował nas w ich kierunku. Ucieszyłam się na widok dziewczyny siedzącej pomiędzy bandą chłopaków. Nie będę tam sama. Ulżyło mi. Była ubrana inaczej niż ja; miała na sobie krótką sukienkę z niemałym dekoltem i bardzo wysokie szpilki. Miała piękne, ciemne włosy. Zupełnie takie, jak Nelly. Jednak mi to nie przeszkadzało. Miała miły wyraz twarzy. Wydawała się być w porządku. Trzymała za rękę jednego z chłopaków. Ale ona chyba była tu z własnej woli. Wszyscy kolesie byli tak samo duzi i umięśnieni jak Harry, co mnie trochę wystraszyło i przez to ścisnęłam dłoń bruneta odrobinę mocniej. Spojrzał na mnie opiekuńczo i przedstawił grupie jako przyjaciółkę. Zaczął wymieniać ich imiona, ale i tak ich nie zapamiętałam. Jedyne imię które utkwiło mi w pamięci to imię należące do dziewczyny. Luna.
Styles puścił moją dłoń i zaczął po męsku witać się z kolegami. Kiedy skończył, ponownie włożył palce pomiędzy moje. Pierwszy raz byłam mu za to wdzięczna. Dodał mi otuchy i poczułam się pewniej.
- To jak, idziemy ? Seans zacznie się za piętnascie minut. - zapytał chłopak trzymający Lunę za rękę. Miał chyba na imię Mike.
- A co z biletami i prowiantem ? - odpowiedział pytaniem Harry.
- Bilety już mamy, prowiantu brak. - odpowiedział ten najbardziej umięśniony.
- Ja to załatwię. - odezwał się chłopak ciemnowłosej i udał się w stronę kasy.
- Pójdę z tobą. - kolejny facet powędrował za nim.
Czułam, że Harry chciał pójść z nimi, ale spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem i został ze mną; nie chciałam zostać sama z grupą nieznanych mi ludzi. Czekaliśmy na chłopaków kilka minut ze względu na niemałą kolejkę. Dziwnie się czułam nie wiedząc skąd wezmę bilet. Chcialam spytać Harry'ego, ale niezręcznie było mi zadawać to pytanie, kiedy reszta jego znajomych nie odrywała ode mnie wzroku.
Nie pasowałam do tego towarzystwa. Chciałam wrócić do domu. Szczerze mówiąc mniej bałabym się zostać sam na sam z nim, niż z bandą jego zmutowanych znajomych.
Harry pochłonięty był rozmową ze swoimi kolegami a ja coraz mocniej ściskałam jego dłoń i się do niego przysuwałam. Bałam się jak jasna cholera.
- Trzymaj. - puścił moją dłoń wręczył bilet oraz kubek pepsi ze słomką. - Popcorn mamy na spółkę.
Spojrzałam na tytuł filmu i o mało mnie zemdliło, kiedy zorientowałam się, że to horror. Tylko nie to.
Zdziwiło mnie to, że Luna i Mike oddzielili się od grupy i pożegnali.
H-hary ? - pociągnęłam go lekko za ramię. Schylił się ku mnie. - Gdzie oni idą ?
- Luna i Joe ? - pomyłka, on nie ma na imię Mike. - Luna nie cierpi horrorów, idą na inny film. - odpowiedział i wrócił do swoich normalnych rozmiarów.
Moje życie legło w gruzach. Właśnie opuściła mnie moja jedyna nadzieja tego wieczoru. Ja też nie nawidzę horrorów. Dlaczego mnie nikt nie zapytał o zdanie ? Dostaję zawału już na samą myśl.
- Idziemy. - oznajmił kolejny.
Nie wiem kiedy Harry puścił moją rękę, ale z pewnością był to najgorszy moment tego wieczoru. Nie mogłam odnaleźć go wzrokiem. To na marne. Szłam za resztą tłumu do nieznanej mi sali kinowej. Serce waliło mi jak młot.
- Spokojnie, to tylko ja, Mike. - szedł obok mnie. - Harry już usiadł. Zaprowadzę cię do niego.
Wydawał się być okay. Chciał mi pomóc, a jego twarz nie była aż taka straszna.
Gdy nagle światła zgasły, a na ekranie pojawiły się reklamy, przeszedł mnie dreszcz.
- Za późno. - szepnęłam sama do siebie. Mike był przede mną. Parę metrów. Usiadł. Nie znalazł mojego bruneta. Pokazał mi współczujące spojrzenie. Musiałam usiąść sama. Nie miałam wyboru. Zajęłam miejsce obok kolejnego kolesia z paczki Harry'ego . Pamiętam, że poszedł po prowiant z Joe. Bałam się go. Nie miał przyjemnego spojrzenia. Po drugiej stronie siedziała jakaś dziewczyna, a obok niej chłopak. Harry, dlaczego puściłeś moją rękę ?! Gdzie jesteś ?
Po tym, jak zajęłam miejsce obok jednego z kolegów Harry'ego trochę ochłonęłam. Postanowiłam się odprężyć i skupiłam się na ekranie, na którym na razie widniały jedynie reklamy.
- Jestem Rick. - zabrzmiał poważny głos mojego sąsiada z prawej.
- Kate. - odpowiedziałam.
- Harry miał rację mówiąc, że nie jesteś zbyt rozmowna. - napiłam się trochę pepsi. - A może to i lepiej ?
Nie miałam pojęcia o co mu chodziło, ale nie chciałam wiedzieć. Gra w słówka nie jest moją specjalnością.
Bałam się, że serce wyskoczy mi z piersi, gdy film się zaczął. A umięśniony, duży Rick wcale nie dodawał mi otuchy, tylko zadręczał swoją rozmową.
- Ile masz lat ? Siedemnaście ?
- Dziewiętnaście. - poprawiłam go.
Na trochę zamknął usta, ale nie dał mi spokoju na zbyt długi czas. Jeżeli nie mówił, to coś planował. Czułam to.
- To, ty i Harry.. odkąd jesteście parą ?
- Nie jesteśmy razem. - zaprzeczyłam.
- Naprawdę ? To ułatwia sprawę. - zachichotał a ja o mało nie rozlałam pepsi.
Myślałam, że wybuchnę kiedy jego ręka objęła moje ramię. Jego ręka była taka ciężka, że za nic nie dałabym rady jej ze mnie ściągnąć. Ważyła chyba więcej niż 20 kilo. Był obleśny. Chciało mi się wymiotować.
Powoli opróżniałam mój kubek, starając się zapomnieć o ciężkiej łapie na moich ramionach i prubując ochłonąć, co nie było za łatwe. Chyba zacznę doceniać Harry'ego. Chybaże wcześniej go zabiję, za to co zrobił. Jeśli prędzej sama nie zginę z rąk Rick'a, rzecz jasna.
Snułam plan, jakby się tu wydostać. Zastanawiałam się, czy krzyczeć jak opętana, czy może krzyczeć imię Harry, albo czy wolę umrzeć słysząc krzyki z horroru. Tak czy owak, bez krzyków się nie obejdzie.
Nie wiem co było gorsze; dziewczyna obdzierana ze skóry na ekranie, czy męczarnia z Rick'iem. Powoli zmierzałam ku drugiej odpowiedzi.
Nagle ręka Rick'a opuściła moje ramię i odetchnęłam z ulgą. Nareszcie spokój. Tylko ciekawe na jak długo ? Z tym psychopatą nigdy nic nie wiadomo ? Po co ja się obawiałam horroru, skoro gorsze piekło przeżywałam w rzeczywistości ?
Moje szczęście nie trwało zbyt długo, miałam rację, przystanek piekło ciąg dalszy; jego ręka pokierowała się na moje kolano.
To chyba nie jest mój dzień. Zdecydowanie nie.
Tego już było za wiele. Miałam ochotę udusić tego typa. Jakim prawem obmacuje moje kolano ?
Gdy w końcu dotarło do mnie, że jego ręka udała się na wycieczkę wzdłuż mojego uda, tego było już za wiele. Mój mózg nie reagował, ale zaczął się bronić. Moje dłonie szybko wkroczyły do akcji i postanowiłam użyć mojej największej broni. Paznokci. Wpiłam je w jego dłonie tak mocno, że aż syknął. Mam nadzieję, że będzie miał blizny. Oby tylko paznokcie nie ucierpiały, bo to będzie jego koniec. Udało mi się. Moje kolano znów było wolne. Ja byłam wolna.
- Ty mała..- zaczął, ale urwał. - Mama cię nie uczyła nie zadzierać z większymi od siebie ? Teraz mnie popamiętasz..
Pociągnął mnie za ramię tak mocno, że picie upadło na ziemię.
- I spróbuj tylko pisnąć. - syknął i zaczął ciągnąć mnie w nieznanym mi kierunku kierując się do wyjścia z sali kinowej.
- To boli. - szepnęłam.
- I dobrze. Było nie zadzierać noska.
Patrzyłam na salę z nadzieją, że zobaczy mnie Harry. Nie wiem dlaczego, po prostu czułam, że by mnie uratował. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Rick zaraz chyba urwie mi ramię. Był strasznie brutalny.
Chwilę później zniknęliśmy za drzwiami do sali kinowej. Znaleźliśmy się przy łazienkach. Rick trochę zwolnił, ale dalej ciągnął mnie z taką samą siłą.
- A teraz się zabawimy. Tylko pamiętaj tą samą zasadę, tylko piśniesz... - zrzucił mi z ramion miętową marynarkę należącą do Nelly i rzucił na ziemię kawałek dalej.
Przycisnął mnie agresywnie do ściany i pochylił się nad moją twarzą. Chciał połączyć nasze usta, ale nie dopuściłam do tego i odwróciłam twarz.
- Bądź posłuszna.
Splunęłam na jego buty. Prędzej umrę, niż będę mu posłuszna.
PLASK.
Uderzył mnie w policzek. Syknęłam z bólu.
Będzie z tego siniak. Ogromny.
Rick nie tracił czasu, wziął się za moją koszulkę chwilkę później i rozdarł ją na dwa kawałki szybkim ruchem.
A tak lubiłam tą bluzkę..
Miałam ochotę zwymiotować. Był taki obrzydliwy. Tworzył na mojej szyi malinki. Potem przeszedł odrobiję niżej. Ściskał mocno moje ręce. Wiedziałam, że będe miała po tym ogromne siniaki. Zacisnęłam pięści z goryczy. Chciałam zapaść się pod ziemię. Chciałam zniknąć.
Rick głośno oddychał. Podobało mu się to. Szkoda, że tylko on czerpał korzyści z tamtej sytuacji.
Gdy nagle do głowy przyszedł mi kolejny plan, nie czekałam długo i barałam się za jego realizację. Podciągnęłam stopę do góry i całą siłą nacisnęłam nią na stopę Rick'a. Jęczał z bólu i nieświadomnie mnie puścił. Nie czekałam aż się zorientuje co zrobił. Pędem biegłam przed siebie. Nie dobiegłam daleko, potykałam się o własne stopy. Upadłam. Wstałam, pomimo tego ze nie mam sił. Ponownie rzuciłam się w sprint.
- Ty mała suko ! - słyszałam w tle jego krzyki.
Chciałam się od nich oddalić. Moje nogi zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa. Rick zmiejszał odległość między nami. Ale się nie poddawałam. Nie mogłam. Odwróciłam się do tyłu, wiedziałam, że Rick za chwilkę mnie dogoni. Wpadłam na coś i upadłam. To nie coś, to ktoś. Podnoszę się.
- Kate ? - jest zdziwiony moim wyglądem.
Nie dziwię mu się. Nie czekam na nic, staję za nim, on mnie obroni.
No. To by było na tyle. Co sądzicie ?
ps. 100000000000000 LAT HORANKU TY MÓJ UKOCHANY !! <3 ILY ILY ILY
  • awatar karolly: @All I hoped would be impossible: hahahaahaha, cieszę że ci się podobało i ps. kocham te twoje "profesjonalne" komentarze <3 ILY
  • awatar Porankowa ♥: genialne.. czekam na następny..! *.*
  • awatar MouseNika: Omfg, pozytywny szok! Jak on zaczął ją w tej sali obmacywać to miałam ochotę krzyczeć "Ona jest Hazzy! Łapy precz!" A potem akcja w łazience. Genialne dziewczyno! A no i myślałam, że padnę jak usłyszałam od niego "Pani Styles". Zaczęłam się śmiać jak opętana. Zawsze dodawałam "profesjonalne" komentarze, wiesz, no takie nudnawe, nie wiem jak to określić, ale też ze względu na to, że jestem zwariowaną osobą w końcu dodaję taki, który opisuje moje emocje, a w tym momencie są ogromne! Uwielbiam to opowiadanie, proszę o kolejny jak najszybciej, bo chyba dziś nie usnę, myśląc o losach głównej bohaterki i tego co się wydarzy między Rickiem a Hazzą, bo Harry ją obroni, prawda? Fantastyczny rozdział, czekam na kolejny, pozdrawiam i życzę weny tradycyjnie. Nika. x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Kolejna część będzie później, nie ogarniam szkoły za bardzo i czasu mi brakuje, także ciąg dalszy ukaże się trochę później..jako wynagrodzenie ukażę wam wygląd głównej bohaterki, czyli niezawodną Sashę Pieterse. Dla tych którzy nie wiedzą kim jest, daję małą podpowiedź, jest aktorką i gra w Pretty little liars.
Nie bójcie się, zawsze znajdę kilka minut na wasze blogi
http://ask.fm/karollyXX
 

 

Dopiero teraz miałam czas, by rozejrzeć się wzrokiem. Restauracja była cudowna. Elitarna. Krzesła były wygodniejsze niż moja kanapa w salonie. Stoły były okrągłe. Leżały na nich cudowne, czerwone obrusy z jedwabiu. Wydawało mi się, ze ktoś linijką odmierzał odległości poszczególnych sztućców, noży i widelców. Leżały w idealnej odległości od siebie i na dodatek pod kątem prostym. Serwetki były powywijane w różne strony i tworzyły różne kształty. Nasze serwetki przypominały łabędzie. Na stoliku dalej zauważyłam, że są w innym kształcie. Było tu ciekawie. Gdy spojrzałam na podłogę, zobaczyłam w niej swoje własne odbicie. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
Nie. Nie wyolbrzymiałam.
- Kate ? Co ty robisz ?
- J-ja tylko.. coś mi upadło. - podniosłam wzrok.
- Podoba ci się tu ?
- Tu jest obłędnie. - wypaliłam bez namysłu.
- Nic jeszcze nie zamówiłaś.
Najadłam się wzrokiem.
Ludzie w poważnych strojach zajadali się różnymi potrawami o dziwnym wyglądzie. Od soczystych i mięsistych steków zacząwszy, kończąc na drobnym, pikantym sushi.
Mężczyźni mięli na sobie błyszczące garnitury, a kobiety najrozmaitsze suknie. Wyglądali, jakby dopiero co wrócili z filharmonii, opery albo innego ekskluzywnego czegoś.
- Kate. - chciał, bym na niego spojrzała.
Gdy spojrzałam na kolejny stolik stojący przy śnieżnobiałym oknie, mnie zatkało bo obok niego stał najprawdopodobniej jeden z kucharzy i na ich oczał siekał im sushi. To było zdumiewające
- Kate.
- Tak ? - nagle przypomniało mi się, że nie byłam tam sama.
Brunet nie różnił się zbytnio od reszty klientów; miał na sobie jasną marynarkę a pod nią trochę ciemną koszulę, a jego talię opinały jak zwykle ciemne spodnie.
Tylko ja się wyróżniałam. To nie było komfortowe.
- Napatrzyłaś się już ? Możemy zamawiać ?
- Emm, tak..
Spojrzałam do menu. Nie było tu niczego, co zwykle jem. Jedynie spaghetti i deser Panny Cotty wydawały mi sie znajome. Było tam milion sałatek, miliardy rodzajów mięsa i conajmniej sto rodzajów win. Kaczki, ryby, wieprzowina, udka, steki, kozy, barany, dziki..Ciekawe, co zamówi Harry. Ciekawe na którą sałatkę się skusi. Przecież z taką sylwetką na nic więcej sobie pewnie nie pozwala..
- Już się państwo na coś zdecydowali ? - podeszła do nas Rue. Przedtem wręczyła nam menu.
- Tak. Poprosimy o wino numer 24 i dwa desery panny Cotta.
Dziękuję Harry. Chyba uda mi się połapać jak to się je. Ze stekiem, lub sałatką byłoby gorzej.
- Czerwone ?
- Tak.
Rue zapisała wszystko w swoim notesie i od nas odeszła.
- Obsługa schodzi tutaj na psy. Nawet się nie odezwała. Słyszałem też, że podobno mają problem z hydrauliką.
Czekaliśmy dwie minuty. Po upłynięciu tego czasu ujrzałam naszą kelnerkę ze srebrną tacą w rękach. Stało na niej całe nasze zamówienie. Rue nie czuła się zbyt pewnie. Gdy już do nas dochodziła zachwiała się lekko, przez co butelka wina się potlukła i rozlała, szklanki zbiły, a jedna panna Cotta wylądowała na mojej miętowej bluzce. Druga najprawdopodobniej rownież leżała aktualnie na ziemi obok rozbitego szkła. Rue zakryła usta dłonią i podniosła się z posadzki. Oczy wychodziły jej z orbit.
- O boże, najmocniej panią przepraszam. - spojrzała na moja koszulkę.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie ten czerwony słodki sos na szczycie tej panny Cotty. Bieli pozbędę się szybko, gorzej z krwistym sosem.
- No i popatrz co narobiłaś ! - krzyknął na nią Harry.
- W porządku. - zerknęłam z litością na Rue.
Jakbym patrzyła na samą siebie. Styles katorguje ją swoim chłodnym wzrokiem a ona trzęsie się wystraszona. Trochę było mi jej szkoda.
- Pójdę do toalety, może uda mi się jakoś odratować bluzkę. - zaśmiałam się i wstałam.
Nie wiem w jakim celu, ale Harry podniósł się z krzesła razem ze mną. Tak chyba się robi; jeden koleś tak zrobił w takim jednym filmie. Może on też go kiedyś oglądał ?
Uspokoiłam Harry'ego. Chyba przypuszczał, iż będę zła, że cały deser wylądował na mojej koszulce, a powinien być pod nią; w żołądku.
- To było zabawne. - dodałam i zachichotałam.
- Cię to bawi ? - zdziwił się lekko. - No może trochę. Ale tylko trochę zabawne.
Uśmiechnął się do mnie i odprowadził wzrokiem do toalety.
Łazienkę nie trudno było znaleźć. Była w dość widocznym miejscu. Kolejny plus w tej restauracji.
Gdybym wiedziała wcześniej, że spowoduję titanica w łazience, to pewnie bym tam nawet nie wchodziła. Ale skąd miałam wiedzieć ? To się stało momentalnie, tylko odkręciłam kran, a woda jakby ożyła. Nie chciała się zakręcić. Kiedy próbowałam to zrobić, ona zaczęła pryskać na wszystkie strony z jeszcze większą siłą. Kran zmienił się w fontannę, albo armatę wodną. Zlew powoli zaczął się wypełniać. Tryskała na ściany i podłogę.
Wpadłam w panikę. Była tylko jedna osoba która mogła mi wtedy pomóc. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę i napisałam do Harry'ego esemesa. "Potrzebuję twojej pomocy."
Nie chciałam sobie wyobrażać, co sobie pomyślał. Potrzebowałam pomocy w toalecie. Ja naprawdę potrzebowałam pomocy. Harry wspominał coś o tutejszej hydraulice, ale nie wiedziałam, że to aż takie poważne.
Brunet znalazł się pod drzwiami łazienki ze śmiechem na ustach. Chyba źle odebrał treść mojego esemesa. Moje przypuszczenia się sprawdziły.
- Wejdź tu. - powiedziałam przez zamknięte drzwi.
- Nie wiem czy mi wolno..
- Właż. - lekko podniosłam głos.
Byłam przerażona i zdenerwowana.
Harry wsunął się do środka.
- Miałem racje co do tutejszej hydrauliki. - zaśmiał się na widok kranu tryskającego wodą.
- Zrób coś ! Zaraz woda będzie na podłodze !
- Spokojnie. - zbliżył się do kranu.
Zaczął bawić się kurkami. Miałam ochotę go zabić. To tylko pogarszało sytuację.
Nagle duży strumień wody wcelował prosto w jego koszulę i twarz. Teraz jego koszula była tak samo mokra jak moja bluzka. Zachichotałam.
Remis.
- Ty się nie śmiej, tylko mi pomóż. Mam pewną syntezę.
Zbliżyłam się do kranu, ale tak, by uniknąć wody pryskającej na różne strony.
- A brzmi ona..
- Widzisz te dwa kurki ? No więc ja będę kręcił tym do przodu, a ty tym drugim zrobisz to samo. W tym samym czasie.
- A co jeśli nam się nie uda ?
- Zwiejemy przez to okno.
- I to niby zadziała ?
- Masz inny pomysł ? - czekał aż się odezwę, ale tego nie zrobiłam. - Na trzy. Raz..Dwa..Trzy !
Nie wiem jakim cudem, ale nam się udało. Byliśmy nieźle przemoczeni. Westchnęłam ze szczęścia kiedy ujrzałam moją komórkę leżącą na parapecie, z daleka od wody.
Gdy opuściliśmy łazienkę, ludzie nie mogli oderwać od nas wzroku. Czułam się skompromitowana, ale bylo mi lżej, bo nie byłam w tym bagnie sama.
Harry miał rację; takiej pierwszej randki to jeszcze nikt mi nigdy nie zafundował. Napewno jej nie zapomnę.
- Ciekawe, czy dobra była chociaż ta panna Cotta.. - odezwał się Harry, gdy bylismy już w samochodzie w drodze powrotnej do domu.
- Spróbuj. - pokazałam na moją koszulkę.
To był tylko żart. Do głowy by mi nie przyszło, że Harry weźmie to na serio. Gdybym wiedziała, nie otworzyłabym nawet ust. Czułam się dziwnie, kiedy przejechał palcem po mojej bluzce i ściągnął z niej odrobinę sosu, która chwilę potem wylądowała w jego ustach.
- Dobre, sama spróbuj.
Zrobiłam mię typu "no chyba cię kurwa pojebało", ale on tylko kiwnął głową i szepnął słowo otuchy.
- Pomóc ? - zapytał, kiedy nie reagowałam.
Zatkało mnie.
Jego palec wskazujący ponownie zebrał z mojej koszulki odrobinę truskawkowego sosu i powędrował do moich ust.
- I jak ? - czekał na moją reakcję.
Byłam w mocnym szoku. Nie wsadza się od tak palca do cudzych ust.
- Lepiej smakowałoby, gdybym zjadła ten deser jak człowiek. Następnym razem ja wybiorę gdzie jemy.
- To będzie następny raz ? Skoro chcesz.. Rozumiem, że widzimy się za tydzień ? - zapytał gdy nasza podróż dobiegała końca. - I tak nie masz wyboru; nie przyjmuję odmowy. - dodał.

Naprawdę przepraszam za błędy, ale już nie miałam zbytnio siły poprawiać, bo dopiero co skończyłam to pisać.. miałam co prawda gotowy ten dział, ale niestety mi gdzieś zaginął i musiałam go napisać od nowa.. Piszcie co sądzicie, bo ja nie mam pojęcia co ja wogule napisałam, i niewiem czy się do następnego piątku wyrobię z nowym, więc kop na szczęście w formie komentarzy bardzo by się przydał..
TIU !! OMG, JARAM SIĘ ! Kto już widział ?
Do za niedługo ! :>
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: hahahah XD Rzeczywiście PECHOWY WIECZÓR HEHE C;. Świetny rozdział jak zwykle oczywiście i szybko dodawaj nestępny!! <3
  • awatar I can't speak...: hahahah to jest świetne serio xD usmiałam się co nie ;D? ale Harry zachowywał się trochę jak dupek... ale potem mu chyba przeszło xdd xoxo
  • awatar Same mistakes...again: omfg! rozwalasz system! hahahahaha, to być zajebiste! ty być genialna! ja kochać twoje pomysły! hahahahaha! z tą wodą! omg! z tym deserem, jaaak on to zdejmował z tej bluzki! aaaw! to było słodkie! i to zdanie 'Nie wsadza się od tak palca do cudzych ust.' hahahahahha! jebłam! aleee dobrze, żę Harry sie wyluzował i przestał być taki egoistyczny i zaczął się z tego śmiać raazem z nią! aaaaaaaaaaw! <3 genialny dział napisany przez genialną pisarkę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Siedziałam właśnie na oknie w salonie z kubkiem kakao w dłoniach i wsłuchiwałam się w dźwięki miasta nocą. Uspokajało mnie to. Zawsze siadałam tak w sierocińcu. Minęło już kilka dni od incydentu z bipolarnym brunetem, a ja dalej nie mogę zapomnieć jego słów. Odbijają się echem w mojej głowie. Nie chcę być niczyim wyzwaniem, o nie.
– Na twoim miejscu bym tam z nim została. – odpowiedziala Nelly, kiedy skończyłam opowiadać jej całą historię z tamtego dnia. – Napewno zdarzyłoby się coś ciekawego. Nie to co w tej twojej pracy.
Lubię Nelly, mimo tego że się od siebie różnimy, coś nas do siebie przyciąga. Znamy się parę ładnych lat. Poznałam ją kilka lat temu, kiedy trafiłam do siercińca. Ona była tam od urodzenia, pomogła mi się tam odnaleźć. Właśnie dlatego jest moją współlokatorką.
Różnimy się nie tylko charakterami, wyglądem rownież. Ona, uwielbia spędzać czas na mieście, imprezować, randkować i podróżować.Nie cierpi sprzątać i prasować. Lubi gotować, ale do zmywania już nie jest taka chętna. Prowadzi raczej aktywny tryb życia. Zawsze jest zabiegana. Pracuje jako kelnerka w restauracji w centrun handlowym. Uwielbia swoj zawód, bo dzięki niemu często poznaje nowych ludzi, chłopaków i może rozmawiać ile jej się podoba z Jane, laską która ostatnio załatwiła mi wejściówkę do Sound. Jane też jest taka "rozbrykana".
Nelly jest śliczna. Ma śliczną, ciemno opaloną skórę, lekko kręcone, ciemne, długie wlosy, płaską figurę i nogi długie niczym Wieża Eiflla. Jest perfekcyjna. Ne to co ja; mały, blond, nieopalony, nudny krasnal z za dużym tyłkiem.
– Lubię moją pracę.
– Twoja praca jest nudna. Harry chyba nie jest nudziarzem, może udałoby mu się nad tobą popracować, bo mnie się nigdy nie słuchasz.
– Księgarnia jest ok. Lubię być nudziarą, taka jest moja natura.
– Jak mogłaś uciec takiemu chlopakowi i to w dodatku w takiej chwili ? Nie rozumiem cię.
– Źebyś tylko widziała jego twarz, kiedy się zdenerwował..
– Dziewczyno, co z tobą nie tak ?! Podjeżdża do ciebie koleś z taką bryką, zaprasza do jednej z najlepszych kawiarenek w Londynie, jest dżentelmenem i chce cię odwieść do domu, a ty wiejesz mu z auta w korku ? Dałabym sobie głowę uciąć, by znaleźć się na twoim miejscu.
– On się do mnie dobierał. Nawet go nie znam.
– Skoro ma twój telefon, to powinien niedługo się odezwać. Napewno go poznasz.
– Nie chcę go poznać, dlatego nie odbieram od niego telefonu i nie odpisuję na jego chore esemesy.
– Jak to chore ? – zdziwiła się.
– Pyta się dlaczego wtedy uciekłam, co mam na sobie, gdzie mieszkam, gdzie pracuję, jak mam na nazwisko, pytał o moje drugie imię, skąd pochodzę, znowu pytał co mam na sobie, był ciekaw czy mam jakiś tatuaż..
– Moglaś mu chociaż odpisać na pierwsze pytanie.
– Na początku chciałam napisać, chociaż nie wiedziałam co, a kiedy wiedziałam, i zaczęłam pisać, on zadzwonił, więc się rozłączyłam i nie skończyłam, potem znowu i znowu aż w końcu się poddałam, odłożyłam i wyciszyłam komórkę. Dobrze, że nie podałam mu adresu..
– Włącz telefon za trzy godziny i napisz tego durnego esemesa, wtedy nie będzie dzwonił, a ty o tej porze i tak nie śpisz. Chłopakowi należą się wyjaśnienia.
– Co ja bym bez ciebie zrobiła, Nelly ? – uśmiechnęłam się do niej beztrosko.
– Nawet dnia byś nie przeżyła, kotku. Pamiętasz Devona z sierocińca ?
Jak mogłabym zapomnieć Devona ? Dzięki niemu pobyt w sierocińcu był piekłem. W porównaniu z sierocińcem, pobyt w domu z ojcem był sielanką i zaczynałam żałować ucieczki z domu. Gdyby nie Nelly, nie chciałoby mi się żyć. Wspierała mnie jak nikt. Z resztą ona też miała tylko mnie.
– Dobrze wiesz, że nie lubię rozwijać tematu sierocińca, a już szczególnie Devona, przecież wiesz dlaczego.
– Wiem,a ale muszę powiedzieć ci coś ważnego. Widziałam go wczoraj w centrum. – dobrze, że nie piłam wtedy kakao, bo teraz pewnie bym się nim dusiła. – Miałam ochotę go zabić. Żebyś tylko go zobaczyła. Wydoroślał. Jest jeszcze wyższy, o ile to mozliwe, ma mięśnie i kilka tatuaży, jest przerażający. Wygląda jak przestępca. I wiesz co robił w centrum ? – zrobiła przerażajacą minę.
– Może mnie łaskawie oświecisz ? – trochę wkurzyła mnie, robiac tą chwilę ciszy. Przecież wie, że tego nie lubię.
– Pytał o ciebie. Szukał cię.
– Co ?!
– Wypytwał przechodniów w centrum. Widziałam go w kawiarni, nie rozpoznał mnie, albo nie zauważył. Zapytał o coś kilku klientów. Potem do nich podeszłam i zapytałam, czego od nich chciał. Odpowiadali, że szuka niejakiej Kate, mówił, że jesteś jego starą znajomą sprzed lat.
– Po co ten psychopata mnie szuka ? Nie dość krzywdy nam wyrządził ?
– Lepiej żeby cię nie znalazł. Raczej nie szuka cię w celach pokojowych. Przyniosę ci jeszcze trochę kakao, dobrze ci to zrobi. – zniknęła za ścianą prowadzącą do kuchni.
Cudnie. Nelly, dziękuje za dobicie psychiczne. Nie dość, że nie mogę iść wyżyć się i pobiegać, bo ukrywam się przed Harry'm, to nie mogę nawet wyjść na miasto z powodu prześladowcy z dawnych lat. Niedługo stanę się więźniem we własnym mieszkaniu. Wszystko jest we mnie i kumuluje się na coraz większą skalę. Nie wiem, ile jeszcze to wytrzymam. Już ponad tydzień bez biegania wydawał mi się wiecznością. Muszę się jakoś odstresować. Nie wiem jak, ale muszę to zrobić. Długo tak nie wytrzymam.
Łyknęłam końcowkę kakao i spojrzałam przez okno. Nabrałam powietrza. To, co zobaczyłam na dole kompletnie mnie zamurowało.
– Nelly ? Zamknij drzwi, Na dole stoi jego auto.
– Kate, nareszcie cię znalazłem. – we framudze drzwi prowadzących do salonu ukazała się znajoma mi sylwetka,
Za jego ciemną posturą stała Nelly, z jej ust wyczytałam "przepraszam". To nie była jej wina. Zareagowałam za późno. Tylko skąd on wiedział, gdzie mieszkam ? W jakim celu mnie szukał ?
– Szukałem cię wszędzie. Myślałem, że zapadłaś się pod ziemię.
O mało nie spadłam z okna na widok bruneta. Trudno się dziwić mojej reakcji, zwłaszcza po tym jak przed nim uciekłam. Jakim cudem zdobył mój adres ? Nie przypominam sobie, bym mu go podawała. Nelly również przeżywała szok. Nawet go nie kryła, albo nie potrafiła. Chyba nie spodziewała się, że tak wygląda. Może myślała, ze go sobie wymyśliłam lub, że za bardzo go przeceniałam ? Teraz już wiedziała że nie blefowałam. Stała ostygła. Widziałam ją za jego sylwetką. Trząsła się. Jakbym widziała samą siebie, w momencie gdy go poznałam. Teraz również zaczynałam dostawać drgawek, a żołądek podchodził mi do gardła. Bałam się, że zaraz zwrócę kakao, które przed chwilą wypiłam.
– Mój kolega namierzył cię dzięki numerowi twojej komórki. Przyjechałem tu, trochę nie wierzyłem, że cię tu znajdę, al..
Wszystko stało się jasne.
– Po co mnie szukałeś ? - przerwałam mu przechodząc do rzeczy.
– Ponieważ nie odpisywałaś, ani nie odbierałaś ode mnie telefonu. Nie chodziłaś biegać. Nie miałem z tobą kontaktu.
Chciałam skłamać; wymyślić brednie o braku zasięgu, ograniczonej ilości oszczędności na koncie czy rozładowanej baterii, ale wolałam już go nie okłamywać, słabo mi to wychodziło. Nie powiedziałam więc nic na ten temat.
– I co teraz ?
– Chciałem cię tylko poinformować o naszym jutrzejszym spotkaniu. Zabieram cię wieczorem z domu.
– Jutro pracuję do późna, mam drugą zmianę.
Za wszelką cenę muszę go spławić. Nienawidzę chodzić na randki. A już napewno nie chcę spotkania sam na sam z tym terrorystą. Zwłaszcza z jego ciekawskimi łapami.
– Co ty wygadujesz, Kate ? Zamykacie przecież o 20. – odezwała się Nelly.
Dziękuję. Osobiście cię zabiję, kiedy pożegnamy naszego gościa na gapę. Szykuj się. Masz przechlapane. Policzymy się.
– Przyjadę po ciebie o 21.
– Dopilnuję by była gotowa na czas. - Nelly próbowała zwrócić na siebie uwagę.
Udało jej się. Harry odwrócił się w jej kierunku.
– Dzięki, a ty to.. ?
– Nelly, miło mi cię poznać, Harry, prawda ? - podali sobie dłonie.
-Jesteście współlokatorkami ?
Czy on zawsze musiał zadawać tyle pytań ?
– Wolimy określenie siostry. - uśmiechnęła się do niego.
- Nie jesteście do siebie ani trochę podobne. - zdziwił się.
– Bo nie jesteśmy nimi w sensie dosłownym. – wreszcie mój język się odplątał.
Nelly zachichotała pod nosem. Harry nie wiedział jak zareagować. Jakim cudem jej się to udało ? Też chcę go zbłaźnić. Role się odwróciły, co, Harry ? Fajne uczucie ? Już wiesz jak się czuję w twojej obecności. Jak idiotka.
Wstałam z marmurowego parapetu.
– Może masz ochotę na herbatę albo ciepłe kakao ? - zapytała Nelly naszego gościa.
– Harry napewno musi już iść. Już późno. – skomentowałam propozycję przyjaciółki.
– Tak się składa, że mam czas. – znowu się ze mną droczył. To takie denerwujące.
Nelly zaprowadziła go do kuchni. Nie miałam ochoty na rozmowy. Zwłaszcza po tym, jak dowiedziałam się o powrocie mojego wroga do Londynu.
– Rozgość się.
Harry zajął miejsce przy stole. Wolałam utrzymać bezpieczną odległość. Oparłam się więc o framugę drzwi.
–Kakao, herbata, sok ? – zapytała.
– Sok będzie okay.
- Jak chcesz. – sięgnęła do szafki po szklankę, która już minutę później do połowy była wypełniona sokiem grejfrutowym. Moim ulubionym.
– Proszę. – podała mu szklankę. – Kate, tu leży twoje kakao. - wskazała blat oraz kubek z panoramą Paryża; mojej pamiątki wakacyjnej z zeszłego roku.
– Straciłam apetyt.
– Jak długo szukałeś Kate ? – zagadała Nelly dosiadając się do bruneta.
– Zacząłem dwa dni po naszym spotkaniu. Zmartwiłem się tym, że nie reaguje na moje telefony i że nie biega.
– To miłe z twojej strony. To, że się tak o nią martwisz. – przeniosła na mnie spojrzenie.
Ale nie na długo. Ponownie wróciła do bruneta chwilkę później, gdy ponownie zaczął ruszać ustami.
– Wiedziałem, że mieszka kilka przecznic dalej. Chodziłem więc po domach. Po kilku nieudanych próbach wykonałem telefon do mojego przyjaciela. Szybko cię namierzył, Kate. Cale szczęście, że miałaś cały czas włączoną komórkę. - zwrócił się do mnie.
Nelly utraciła z nim kontakt wzrokowy, ale mimo to, dalej nie odrywała od niego wzroku. W sumie jej się nie dziwię. Jest na co popatrzeć. Miał na sobie ciemno zieloną kurtkę, pod nim była jakaś bluza z napisami, na nogach miał białe trampki..Widziałam go w tych conversach w Sound. Chyba je lubi. Głowę osłaniała czapka. Była prawie tego samego koloru co bluza bez kaptura. Granatowa. Wystawało z niej kilka loków. Wyglądał drapieżnie.
– Dokąd zabierasz jutro Kate ?
- To niespodzianka. – Nelly zachichotała. – No dobra, muszę już iść, muszę jeszcze załatwić parę spraw.– odsunął krzesło. - Kate, odprowadzisz mnie do drzwi ?
- A mam inny wybó..przepraszam.– wyprowadziłam go z kuchni.
Dobrze, że się powstrzymałam. Znowu bym go zdenerwowała. Przy nim trzeba uważać na słowa. Bipolarny typ.
Gdy tylko Nelly zniknęła z naszego pola widzenia, wkroczył do akcji. Spodziewałam się tego. On nie jest taki miły i kulturalny. Przynajmniej nie w moim towarzystwie. Nieźle nadawał by się na aktora. Przycisnął mnie do ściany i naparł na mnie swoim ciałem. Pochylił się nad moją szyją i wciągnął powietrze. Dłonie położył na ścianie, po obydwu stronach mojej głowy.
– Tęskniłem za tym zapachem.
Bitwa na Poduszki

Nie miałam ochoty na żadne spotkania. A już napewno z tym terrorystą. Nie mialam jednak nic do powiedzenia, wszystko było już ustalone, a Nelly była napalona na to spotkanie za nas obydwie. Chwilę po tym, jak Harry opuścił nasze mieszkanie, zaczęła wybierać mi strój. Z góry powiedziałam jej, że ma sobie odpuścić i ubiorę się sama.
- Następnym razem nie odpuszczę tak łatwo. - zagroziła. - Ten twój Harry to naprawdę ciacho..- rozmarzyła się.
- Yhm.. i on nie jest mój..- westchnęłam i wrociłam na marmurowy parapet.
- Podoba ci się.
- Pozwól, że tego nie skomentuję, Nelly.
Zdziwił mnie widok ciemnego Land Rovera pod klatką. Przecież nie powinno już go tu być. Z powodu tego auta nie mogłam w spokoju kontynuować oglądania Londynu. Rozpraszał mnie widok tego pojazdu. Na samą myśl o jego właścicielu mnie mdliło. Zrezygnowałam więc i zasłoniłam okna. Sprawdziłam, czy aby napewno Nelly zamknęła drzwi wyjściowe, gdyż często o nich zapominała i wróciłam do swojego pokoju.
Mam kłopoty ze snem, więc nie śpieszyłam się z wejsciem do łóżka. Skorzystałam z okazji i włączyłam laptopa. Weszłam na tumblr'a, twittera i na Ig. Nadrobiłam parę postów na pierwszej stronie, na drugiej trochę zaszalałam i napisałam chyba z 30 tweetów. Follownęłam też kilka osób. Nie zajęło mi to aż tak dużo czasu, więc postanowiłam obejrzeć jakiś film. Skusiłam się na pitch perfect. Zawsze zabierałam się za ten film, ale nigdy nie miałam czasu go dokończyć. Ułożyłam się wygodnie na moim małym łóżku, a laptopa zostawiłam na ławie. Chwilę później byłam całkowicie wciągnięta w ten film. Jeżeli rzucilibyście we mnie piłką lekarską, nawet bym tego nie poczuła. A meteoryt uznałabym za bandę nastolatków wracających z imprezy. Uodporniłam się na wszystko. A przynajmniej mój mózg. Pochłonięta byłam doszczętnie. Filmy zawsze mnie do siebie przyciągały; po pierwsze mnie ciekawią, po drugie przed obejrzeniem możesz wybrać, jakiego gatunku ma być film który chcesz obejrzeć, ale najbardziej ceniłam trzecią zaletę; aktorstwo.
Dzień w którym miałam spotkać się z Harry'm nadszedł o wiele z szybko. Chciałam nawet zostać w pracy na noc. Byleby nie spotkać się z loczkiem; tak nazwała go Nelly. W domu byłam punktualnie. Nie miałam ochoty się dla niego stroić. Przyodziałam zwykłe, czarne rurki, miętową bluzkę i ciemną marynarkę oraz najzwyklejsze baleriny jakie miałam. Nelly kazała mi założyć sukienkę. Nienawidzę nosić kiecek. Nie wiem czemu, ale mnie odrzucają. Powiedziałam jej o tym już dawno temu. I tak zawsze próbowała mi ją wcisnąć. Pamiętam kiedy razem z Jane jej się udało. Wepchały mnie w sukienkę, której już nigdy nie założę. Była strasznie niewygodna.
W mojej szafie wisi sześć sukienek. Jak dotąd na sobie miałam tylko dwie z nich. Każdą ubrałam raz. I zostałam do tego zmuszona przez Nelly.
- Nelly, osobiście obiecuję, że jeśli jeszcze raz będziesz mi wciskała kit, jak to ja ładnie wyglądam w sukience, to przyrzekam, że zabiję cię gołymi rękami.
- A moje zwłoki ? - zachichotała.
Spojrzałam na nią wymownie.
- Dobrze, już dobrze, zapamiętam. Tylko błagam, nie gryź !
Tak właśnie przebiegały nasze rozmowy. Nelly jest poważna, odpowiedzialna i nadopiekuńcza, ale głęboko to w sobie dusi. Prawie zawsze zachowuje się jak dziecko. Jej teksty są powalające. Ona by tylko imprezowała i chodziła na zakupy; wtedy byłaby najszczęśliwszą osobą na świecie. Była jak dziecko szczęścia; wystarczył kawałek materiału z metką, a ona skakała ze szczęścia pod sam sufit.
- To o której miał przyjechać ? - zapytałam dosiadając się do niej na kanapę.
- O 21 idiotko. Jak mogłaś zapomnieć ?
- Nelly, nie denerwuj mnie.
- Lepiej nie bądź przy nim sobą. Jeszcze zobaczy że jesteś nudziarą i zostawi cie samą.
- Ten pomysł brzmi nieźle, dzięki Nelly. - uśmiechnęłam się do niej.
Uwielbiałam się z nią drażnić. Czasami kończyło się to bitwą na poduszki, które ubóstwiałam.
- Osz ty. Nie o to mi chodziło. Jeszcze go spłoszysz. Zawieje nudą.
- Hmm, więc mam go spłoszyć ? Ciekawe propozycje.
- Ej, nie denerwuj mnie ! - wrzasnęła celując poduszką w moją głowę.
- Mam też zniszczyć makijaż ? - uśmiechnęłam sie łapiąc jaśka w locie i oddając go rzutem. - Coraz lepiej kombinujesz.
- Już po tobie ! - wrzasnęła sięgając po resztę poduszek. Po chwili rozpoczęło sie prawdziwe bombardowanie.
BIM BAM.
W domu rozległ się dźwięk dzwonka. No nie. Akurat w takiej chwili ? Rozpromieniona ruszyłam w stronę drzwi.
- To jeszcze nie koniec ! - krzyknęłam,rzuciwszy w jej stronę ostatnią poduszkę i sięgnęłam klamki.
Uśmiech zszedł mi z twarzy. Przyszedł "mój" terrorysta.
- Witaj, Kate. - przywitał się.
Nagle jedna z poduszek nieświadomie uderzyła bruneta w twarz. Chłopak uchwycił ją nim upadła na podłogę i podał mi ją do rąk.
Nelly ma niezłego cela. Myślałam że pęknę ze śmiechu. On, taki poważny, straszny z poduszką na twarzy; kogo by to nie rozśmieszyło ?
- Gotowa ?
Kiwnęłam głową i odrzuciłam poduszkę do Nelly. Szkoda, że tego nie widziała.
Całą drogę do auta przemilczeliśmy. Pasowało mi to. Równie dobrze będzie jeśli wogóle się do mnie nie odezwie. Taki układ mi się podobał.
- Gwarantuję ci, że lepszej pierwszej randki jeszcze nie miałaś i nie będziesz miała. - uśmiechnął się.
- Już mogę wiedzieć gdzie jedziemy ?
- Za miastem jest taka jedna świetna restauracja. Właśnie tam się udamy.
I wszystko jasne. Tylko po co tak daleko ? Przedmieście. Jakby w Londynie nie było dobrych restauracji. Czułam sie.. dzwinie. Nie wiedziałam co mam robić. Ostatnio na randce byłam.. jakiś rok temu, jeśli mnie pamięć nie myli. I była to podwojna randka. Była jeszcze Nelly i jej chłopak. Zeswatała mnie z jakimś idiotą. Całą "randkę" przegadałam z Nelly i nie zwracałam uwagi na pozostałych kolesi przy stole. Tym razem byłam sama. Trochę mnie ta wizja przerażała, nie ma co tego ukrywać.
Przec całą drogę Harry nie zamykał jadaczki. Odleciałam już w połowie pierwszego zdania które wypowiadał. Widoki za oknem były.. zapierały dech w piersiach. Rzadko opuszczałam Londyn, więc była to dla mnie nie lada atrakcja. Harry ruszał ustami cały czas. Ja byłam zbyt zajęta patrzeniem się w okno, by go słuchać. Biedaczek. Ciekawe kiedy zorientuje się, że nie obchodziło mnie to, co mówił i chciałam wrócić do domu ?
Zastanawiałam się, co zrobić, byleby skrócić tą randkę. Może powinnam posłuchać Nelly ? Może po prostu będę sobą ? To wystarczy ? Czy to aby nie za proste ?
- Jesteśmy na miejscu. - odpowiedział.
Sekundę później silnik auta zgasł. Harry odpiął pasy, wysiadł i minutę później stał przed moimi drzwiami. Poszłam w jego ślady i opuściłam Land Rover.
Brunet wplótł swoje palce miedzy moje i skierowaliśmy się ku nieznanej mi restauracji. Przeszedł mnie dziwny dreszcz gdy nasze dłonie się połączyły. To nie było normalne. On miał w sobie coś dziwnego.
On bywał wszędzie w miejscach, o których nawet nie miałam pojęcia, że istnienią. Budynek ten oświetlały drobne światełka, nie przyglądałam się zbytnio. Bardziej ciekawiło mnie wnętrze.
Harry przepuścił mnie w drzwiach i poprowadził ku kolejce, w której nie zamierzał stać. Na końcu węża ludzi stała starsza kobieta, może koło trzydziestki, stała za małym stolikiem na którym leżał laptop od ktorego nie odrywała wzroku. Jej dłonie bezwładnie leżały na białej klawiaturze. Na lewym uchu miała zawieszone jakieś dziwne urządzenie. Jej włosy były splecione w starannego koka z którego wystawały czarne, patyczki. Po obu stronach jej glowy zwisały dwa niewielkie kosmyki włosów. Ubrana była na galowo. Miała idealną figurę. Harry ciągnął mnie w jej stronę. Przyjmowała rezerwacje. Boże, proszę,niech nie robi żadnej awantury. Jeszcze tylko tego brakuje.
Ludzie wytykali nas palcami, ale jemu najwyraźniej to nie przeszkadzało. Lubiał być w centrum uwagi. A może po prostu był przyzwyczajony ?
- Styles. - odezwał się glośno do blondynki. Na jej czarnej marynarce zawieszona była srebrna plakietka. Amanda Blue. Tak brzmiało jej pełne imię i nazwisko.
Blondynka szybko zareagowała i nie ukrywała zdziwienia. - Styles. - powtórzył.
- Już prowadzę. - była lekko poddenerwowana. - Najmocniej przepraszam, ze musiał pan tak długo zwlekać.
- Mi też z tego powodu jest przykro. - odezwał się smętnie.
Wskazała nam dwuosobowh stolik. Był chyba jedynym wolnym stołem w tym momencie. Wszystkie pozostałe stoliki były zajęte. Co z ludźmi którzy stoją w tamtej kolejce ? Nie dziwię im się, że wytykali nas palcami. Jeszcze trochę tam postoją.
My wogóle nie czekaliśmy. Harry chamsko wepchał się w kolejkę i rzucił tylko swoje nazwisko.
- Rue ! - krzyknęła do jednej z kelnerek która przybiegła do niej w mgnieniu oka. Zamieniły ze sobą kilka słów. Były zszkowane. Rue spojrzała na mnie zdziwiona, a moment później gdzieś zniknęła. - Życzę miłej kolacji. Za chwilę państwa obsłużą. - uśmiechnęła się.
- No ja myślę.
- Dziękuję. - bąknęłam nim nas zostawiła.
- Widzisz ? Mówiłem że to świetna restauracja. Zobacz ile ludzi.
- H-hary ?
- Tak, Kate ?
- Co z tymi ludźmi, którzy, no wiesz..stoją tam w kolejce ?
- No cóż.. mają problem. - wzruszył ramionami. - Gdzie ta kelnerka ? Już dawno powinna wręczyć nam karty.


Pe es. SUPRAJS ! Jebnęłam dwie cz za jednym razem !! So much thank u ! Nie spodziewałam sie tylu komentarzy ! I to jakich pozytywnych ! Naprawdę chcielibyście bym dodawała wcześniej ? Fajnie, ale mam kiepską wenę, chociaż ją podrepelowaliście tymi komami, jeeeju kocham was ! Dziękuje również dwóm anonimom, naprawdę dzięki ! Liczę, że ten fanfic sie wam spodobał i odrobinę wciągnął.. wasze komy dają mi kopniaka o sile czterdziestu red buli, możecie być z sb dumni ! Chyba mi kurcze skrzydła wyrosną.. mam nadzieje, że mnie nie opuścicie i dotrwacie kolejnego tygodnia ! Mwah mwah !
  • awatar Same mistakes...again: ooooomg! Harry ją namierzył! aaaaa! sdjkgbshsajk! koocham to! no kocham! to jest niesamowite tak bardzo, że dsghshuvs! tylkooo Harry sie wydaje jakiś dziwny chwilami, taki egoistyczny wręcz... mooże on coś przed nią okrywa? w sensie, że przed Kate? nie wiem, ale wiem, że masz szybko pisać dalej! i jaa nie chcę cczekać aż tydzień, jaaa chcę wcześniej no! awwwww! <333
  • awatar Gość: Tak miałam iść spać ale przeczytałam <3 Świetne jak zawsze :* mówiłam masz więcej czytających niż ja xd
  • awatar Porankowa ♥: BOSKI! to jest świetne! serio boskie :D jaki on tajemniczy ... ^ ^ czekam na następny!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Całą drogę trząsłam się ze strachu jak osika. Żołądek właśnie skurczył się do rozmiarów główki od szpilki, a śniadanie podchodziło mi do gardła. Nie polecam takiego uczucia. Kim do jasnej ciasnej jest Harry i czego ode mnie chce ? Próbuję się czymś zająć i jedynym zajęciem jakim sobie znalazłam, było podziwiwanie widoków za oknem. Musiałam unikać jego wzroku od którego jeżył mi się nawet najmniejszy włos na głowie. Spoglądałam to tu, to tam. Teraz zaciekawiły mnie moje dłonie leżące bezwładnie na moich kolanach. Harry widział moje zakłopotanie, zaśmiał się nawet gdy niepewnie wzrokiem zwiedzałam jego samochód.
– Spokojnie, Kate. – uśmiechnął się do mnie, nieśmiało uniosłam ku górze kąciki ust. Tylko sie nie rumień, idiotko. – Widziałem cię też kiedyś w Sound, byłaś tam, prawda ? – kiwnęłam głową na potwierdzenie. – Wiedziałem. Miałaś ładną sukienkę.
– Więc..dokąd jedziemy ?
– Do kawiarenki którą odwiedzam codziennie. Mają tam najlepszą kawę w mieście. A pączki są nieziemskie.
Dalej nie miałam pojęcia, gdzie zawozi mnie ten terrorysta. Nie ujawnił mi nic, poza wychwalaniem tego miejsca. Cóż, chyba brał mnie za jasnowidza. Chciałam ponownie zapytać, o nazwę tego "raju", ale jestem dość wstydliwą osobą. Żyłam w strachu, że zaraz wybuchnie i na mnie nakrzyczy. Jakby był bombą tykającą. Bałam się nawet gwałtownie ruszyć. Poznałam kolejną cechę jego charakteru. Bipolarność.
– Muszę powiedzieć że za gadatliwa to ty nie jesteś. Dalej Kate, zapytaj mnie o coś. Śmiało. – uśmiechnął się i jego prawa ręka opadła na moje lewe kolano, lekko je ściskając.
Moje wnętrzności właśnie pozamieniały się ze sobą miejscami. Moja ręka szybko zabrała jego rękę z mojego kolana. Co on sobie wyobrażał ?
– Ile masz lat ? – bąknęłam z trudem wypowiadając każde słowo.
– 21.
Miałam mu ochotę wykrzyczeć: "Zadowolony ?! Zadałam ci pytanie, teraz zostaw mnie w spokoju. Moje wnętrzności nie najlepiej reagują na takich jak ty." Powstrzymałam się jednak od użycia od tych słów.
– Jesteśmy na miejscu. – oznajmił parkując obok nieznanego mi lokalu. – Kojarzysz może to miejsce ?
– Nie.
– Racja, gdybyś tu bywała, to bym cię zobaczył. – uśmiechnął się i opuścił auto. Chciałam pójść w jego ślady, ale drzwi były zamknięte. Na próżno walczyłam z klamką. Włączył ochronę rodzicielską ? Bał się, że ucieknę ? To było śmieszne i dziecinne z jego strony. Na samą myśl, o tym, że byłam uwięziona z Harrym w samochodzie, robiło mi się słabo i sucho w ustach. Po chwili podbiegł pod moje drzwi i zajął się sprawą zamkniętych drzwi, a ja poczułam się głupio, że byłam zdana na jego łaskę.
Chwilę później siedziałam przy jednym ze stolików przy oknie, a Harry składał zamówienie na dwie duże kawy oraz dwa kawałki wuzetki. Zdziwiło mnie to, co zamawia. Z taką figurą stwierdziłam, że na słodycze za często sobie nie pozwala. Chamskie było to, że nie zapytał mnie na co mam ochotę. Wziął sprawy w swoje ręce i wszystkim zajął się sam; jakby wiedział, że nic bym nie zamówiła.
– To wszystko, Harry ? – zapytała miło kelnerka wypinając biust do przodu. Zupełnie nie zwracała na mnie uwagi, jakbym nie istniała. Trochę mnie to zirytowało, flirtowała z Harrym.
– Tak, narazie to wszystko, Alice, dzięki. – minutę później zniknęła mi z pola widzenia. Było jasne, że się znają.– A ty, ile masz lat ?
– 19.
– Dałbym ci góra 17, nie więcej. Wszystko przez to że wyglądasz tak niewinnie.. – ujawnił swoje dołeczki i poprawił ręką swoje loki. W sumie nie miał czego poprawiać, włosy ma perfekcyjne. – Pracujesz ? – kiwnęłam twierdząco głową. Zadaje stanowczo za dużo pytań, po co mu tyle informacji, będzie pisał moją biografię ? – Będzie lepiej jeśli zaczniesz korzystać z języka.
– Emm.. która godzina ?
– Szósta. – udałam zaskoczenie i zerwałam się z krzesełka. – Czas w miłym towarzystwie szybko leci.
– Będe musiała już iść..
– Odwiozę cię.
– Nie ma takiej potrzeby, mieszkam kilka przecznic dalej. – skłamałam.
Nawet nie wiem w jakiej części miasta się znajdowałam, ale sądząc po tym, że nie rozpoznaje żadnej ulicy, mogę stwierdzić, że wylądowałam raczej daleko od mojego miejsca zamieszkania. Ale to mnie nie obchodziło, lepsze błąkanie się po mieście, niż przebywanie w tym samym pomieszczeniu z tym perwersyjnym człowiekiem.
– Nie spławisz mnie tak łatwo, kochana. – zerwał się z krzesła równie szybko jak ja przed sekundą.
Machnął ręką do niejakiej Alice i podziękował jej za zamówienie.
– Idziemy. – odwrócił się w moją stronę i ruszyliśmy w kierunku drzwi wyjściowych.
Harry wyciągnął z kieszeni kluczyk do samochodu i skierował go w jego kierunku. Auto wydało z siebie dziwny dźwięk informując nas, o tym iż poprawnie zareagowało na kluczyki. Nim otworzył mi drzwi, mocno wciągnął powietrze do swoich nozdrzy i pochylił się nad moją szyją, którą ujawnił światu, odsuwając od niej moje włosy. Zaczęłam się trząść pod wpływem jego dłoni na moim ramieniu. Mogłabym się założyć, że miałam gęsią skórkę.
– Cudnie pachniesz. – wyszeptał zakadając drugą dłoń na moje ramiona. – Tak słodko.
Po krótkiej chwili zaczął delikatnie masować moje drżące ze strachu ramiona. Od czasu do czasu dmuchał zimnym powietrzem na moją szyję.
– M–muszę już iść.. – wyjąkałam.
Bałam się, że zaraz zemdleję. Moje nogi były jak z waty, a serce biło niczym dzwon kościelny w święta Bożego Narodzenia albo na Wielkanoc. Ale on nie zważał na moje słowa, kontynuował to, co zaczął kilka minut temu i ani myślał by przestać.
– Harry. – wyszeptałam z trudem.
– Jesteś jak domek z kart, taka niestabilna i delikatna. – powiedział namiętnie.
– Proszę. – bąknęłam bagalnym tonem.
- Będziesz dla mnie wyzwaniem.. - zamruczał.
Jego twarz powoli odsunęła się od mojej szyi, a dłonie porzuciły moje dygocące ze strachu ramiona. Narzucił z powrotem moje jasne włosy na dawne miejsce. Wyprostował się i ponownie skłonił, by uchylić mi drzwi do Land Rovera, do którego wsiadłam sekundy później.
– To gdzie cię zawieść ? – zapytał zaraz po tym, gdy zajął miejsce za kierownicą.
Zachowywał się, jakby to, co zrobił kilka minut temu było najzwyczajnieszą rzeczą na świecie. Albo jakby wogóle tej sytuacji nie było. Jak gdyby nigdy nic. Ja też chciałam o tym zapomnieć. Nie chciałam tego pamietać.
Nie mogłam mu podać mojego adresu. To nie taktowne, podawać adres nieznajomym.
– Ulica Wolności.
Podałam mu nazwę ulicy oddalonej kilka przecznic od mojego domu.
– Niemożliwe. Ja mieszkam na tej ulicy. Znałbym cię jeśli byś tam mieszkała.– myślałam, że za chwilę padnę. Moje kłamstwo mi się nie udało. Wpadłam. – Nie okłamuj mnie. Nie najlepiej ci to wychodzi.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. No ale miałam mu podać prawdziwy adres ? Chyba mu na głowę padło.
– Nie mogę podawać adresu nieznajomym, więc podałam ulicę oddaloną kilka przecznic od mojego domu.
– Więc mieszkasz kilka przecznic od mojego domu ? – czekal na moja reakcję, ale nie wiedziałam co odpowiedzieć. -To w końcu gdzie cię zawieść ?
– Wystarczy że wysiądę na ulicy Wolności, dalej dojdę sama.
– Ach, no tak. Nie podawaj adresu nieznajomym. – westchnął i odpalił samochód. – Niech ci będzie, ale nie przyzwyczajaj się. Ja nie odpuszczam.
Ten dzień wydawał się nie mieć końca. Siedziałam w zamkniętym aucie z bipolarnym terrorystą który wypytywał mnie o mój adres zamieszkania. Lepiej trafić nie mogłam. Po prostu cudownie. Na dodatek co chwila dostawałam drgawek ze strachu, a jemu to sprawiało uciechę. Starałam się oddychać, ale sprawiało mi to problem ze względu na nieświeże powietrze. Czułam dym, pomimo iż go tam nie widziałam. No pięknie. Bipolarny terrorysta okazał się być palaczem. Dobijcie mnie. Nie cierpię tego zapachu. Nikotyna mnie odpycha. Już na samą myśl o paleniu robi mi się nie dobrze.
Po chwili jego ręka wędrowała na moje kolano. Wyciągnęłam moją dłoń, by odepchnąć jego rękę z mojej nogi, ale nim to zrobiłam on ją odepchnął Mój oddech stał się nieregularny z chwilą, kiedy jego ręka zaczęła kierować się wyżej.
– Spokojnie, Kate. Oddychaj.
Jego dłoń zatrzymała się na komórce znajdującej się w lewej kieszeni moich spodni. Znalazł swój cel.
– Musimy się jeszcze kiedyś umówić. – tłumaczy się.
Nie wiem jak to zrobił, ale doprowadził mnie do stanu w którym nie potrafię się obronić i poruszyć. Wyjął mój telefon. Kiedy samochód stanął na jakichś pasach zaczął w nim coś pisać.
– Co robisz ? – zapytałam wstrząśnięta.
– Załatwiam sobie twój numer, to chyba oczywiste. – uśmiechnął się nie odrywając wzroku od komórki. – Gotowe. Zwracam. – wyciagnął ku mnie rękę z moją własnością a drugą odpalił Land Rovera.
Minutę później samochód wypełnił dźwięk przychodzacego esemesa dochodzący z kieszeni jego spodni. Wysłał do siebie esemesa z mojej komórki. Ta wiadomość dopiero do mnie dochodziła. On ma mój numer. I co z tego, że nie ma adresu skoro ma telefon ? Teraz będzie mógł mnie dręczyć ile mu się będzie żywnie podobało. Świetnie ! ( Mam nadzieję, że wyczuwacie ten sarkazm. )
– Korki. – westchnęłam tłumiąc w sobie złość.
– To chyba nie jest takie dziwne w takim mieście jak Londyn. – skomentował. Gdy zapadła cisza, ponownie się odezwał.– Miałem ochotę na tamtą wuzetkę, dzięki. – zaczął się ze mną drażnić. Nie zamierzam grać z tobą w żadne gry, Harry.
– Nie kazałam ci mnie odprowadzać. – syknęłam w odpowiedzi.
– Chciałem tylko zagadać, nie musisz być taka niemiła.
– Ja tylko mówię prawdę.
– Zadziorna jesteś. Będziesz dla mnie wyzwaniem. – ujawnił swoje białe zęby, a jego dłoń uniosła się nad moim policzkiem, który zaczął pieścić palcami chwilę później. – Delikatna, lecz zadziorna, ciekawe. – Drugą dłonią zaczął masować moje kolano.
Na oślep celowałam w klamkę od drzwi i modliłam się, by tym razem nie były zamknięte jak ostatnio. Poczułam, że klamka działa jak chcę, więc moja ręka naparła na nią całą siłą i otworzyłam te cholerne drzwi. Wyskoczyłam z auta jak oparzona. Nie patrzyłam do tyłu, bałam się wzroku Harry'ego i tego jak zareaguje. Nie zdążyłam nawet zatrzasnąć drzwim, byłam zbyt zajęta podnoszeniem się z ziemi, po tym jak wypadłam z samochodu z taką siłą. Momentalnie rzuciłam się do biegu wzdłuż ulicy i trabiących pojazdów. Słyszałam Harry'ego. Krzyczał moje imię. Modliłam się, by tylko nie rzucił się za mną w pogoń.
Nie spodziewałam się takiego finału dnia. Gby ktoś rano powiedział mi, że poznam bipolarnego bruneta z Land Roverem o imieniu Harry, który był kilka tygodni temu w Sound, zaprosi mnie do kawiarenki na drugim końcu miasta, uwięzi w aucie, a potem, że będę przed nim uciekać przemierzając korek, to bym wybuchła nieopanowanym śmiechem. Jednak pozory mylą.

Ps. Teraz pora na małe informaction. Nwm, czy to są działy, raczej cząstki. Tak czy owak. Działy będą dodawane co piątek, a przynajmniej będe starać się je napisać do tego czasu. Informować was oczywiście będe, bo to sprawia mi przyjemność; świadomość, że ktoś to wg czyta. Jeżeli nie chcecie info, nie ma problemu, napiszcie o tym. Opowiadanie nazwałam HATE. Dlaczego ? It's simple. Harry + Kate = Hate. Po prostu bromance. Jeżeli macie jakieś zastrzeżenia, to śmiało, mogę to z wami omówić, z przyjemnością. Uwielbiam czytać, co podejrzewacie, co stanie sie w kolejnym rozdziale. Z ogromną chęcią mogę zaglądać na wasze blogi, wystarczy dać mi znać. No to..to by było na tyle, już nie zanudzam. Mam nadzieję, że opowiadanie wam się spodoba, równie mocno jak mi.
  • awatar worried: Jeśli możesz informuj mnie o nowych rozdziałach :P <3 ;*;*;*
  • awatar worried: Super autorka to i super rozdział :D ♥ Zakochałam się w tym opowiadaniu <3
  • awatar I ♥ Hooligans: Kochana piszesz na prawdę świetnie i jesteś dobra w tym co robisz nie wiem czy ktoś Ci kiedyś to mówił ale masz talent z chęcią będę czytałam twoje opowiadanie a wiec jak byś mogla to możesz mnie informować o nowych rozdziałach :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Dział pierwszy tu: http://karolly.pinger.pl/a/2013/8/9/

Pora na bohaterów. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że bohaterów dodaje się zaraz po prologu. Jakoś wcześniej nie miałam do tego głowy, za co z góry przepraszam. Nie wiedziałam też, czy wogôle dodawać ten wpis. W końcu to imagine, a imagine znaczy wyobraźnia. Powinniście sami wyobrażać sobie poszczególne postacie. Jednak wpis się pojawia, czyli zmieniłam zdanie. Niektóre fotki nie będą dokładne, ale wybrałam właśnie takie zdjęcia celowo, żebyście za bardzo nie poszli na łatwiznę że tak powiem. Od razu mówię, nie znajdziecie tu fotografii głównej postaci, Kate. Jakoże opowiadanie jest pisane w pierwszej osobie, czytacie je jakbyście nią byli. Jaki z tego wniosek ? Wy jesteście główną postacią, więc sami w puste miejsce wrzućcie swoje fotografie. Zdjęcie prawdziwej Kate ujawni się wraz z ostatnim rozdziałem, lub epilogiem. Dobra, już nie zanudzam, przejdźmy do zdjęć.
Nelly ma 19 lat. Mieszka razem z Kate, znają się od kilku lat. Poznały się w sierocińcu. Są dla siebie jak siostry. Pracuje w ctrum handlowym w kawiarni.
Luna i Joe poznacie już niedługo. Chłopak kumpluje się z Harry'm. Joe ma 23 a Luna 21 lat. Luna pracuje w drobnej reastauracji. Joe jest z tego samego zawodu co Harry.
Nie trzeba go przedstawiać. W opowiadaniu ma 21 lat. Narazie jego zawód jest nieznany.
Rick ma 23 lata. Jest kolegą z pracy Harry'ego.
Mike i Jason mają po 22 lata. Znają się z Harry'm z pracy.
Devon. Stary wróg Kate i Nelly. Poznali się już w sierocińcu. Jego powrót bardzo zaniepokoi główną gohaterkę.

A Kate Lovegood ? Użyj wyobraźni ! Powiem tylko tyle, że ma 19 lat i sporo przeszła. Uwielbia swoją pracę, zawsze marzyła o pracy w księgarni.
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: Ojejusiu ale świetne! Szybko 1 :) I prosze abyś powiadamiała mnie w wiadomościach o nowych rozdziałach ok :*?
  • awatar мєσω.ღ: Fajne :3
  • awatar Gość: No no już czekam na pierwszy rozdział ; )) Wydaje sie ciekawe ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Bezzwłocznie chciałam znaleźć się w ukryciu. Z daleka od miejsca w którym obecnie się znajduję. Właśnie przeżywałam zawał. Chyba bieg chodnikiem wzdłuż ulicy to był głupi pomysł. Czułam, że samochód za mną mnie obserwuje. Byłam tego prawie pewna. Trąbnął na mnie kilka minut temu, co usłyszałam nawet przez słuchawki. Odwróciłam się na chwilkę by ujrzeć twarz kierowcy, ale auto było za daleko. Jednak nie był to jakiś tam pojazd. Na taki środek transportu nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Widzieliście kiedykolwiek bezdomnego w Land Rowerze ? Ja się jeszcze z takim przypadkiem osobiście nie spotkałam i nie miałam takiego spotkania w planach. Modliłam się o to, by moje przypuszczenia były błędne i samochód wcale za mną nie jechał.
Kierowca ponownie dał o sobie znać trąbiąc. Teraz miałam stuprocentową pewność, że mnie śledzi. Nagły przypływ adrenaliny ogarnął moje ciało. Momentalnie przyśpieszyłam. Mój lekki trucht szybko zamienił się w sprint. Nigdy jeszcze nie biegłam z taką prędkością. Zadziwiałam siebie samą. Jednak nauczycielka biologii miała rację co do adrenaliny. Samochód również przyśpieszył. Nie wygram przecież z samochodem, na dodatek takim.
Dałam za wygraną, adrenalina działała tylko chwilę, a przecież to i tak nie ma sensu. Jestem jakieś trzy kilomentry od miasta i cztery od mojego domu, a na dodatek biegłam w kierunku przeciwnym, jeszcze bardziej wgłąb autostrady. Nie mam dokąd uciec. Wróciłam więc do starego tempa. Serce chyba mi stanęło kiedy poczułam, jak czarny Land Rover zmniejsza między nami odległość. Chwilkę później jechało obok mnie i dotrzymywało mi towarzystwa. Delikatnie odsunęłam się na drugi koniec chodnika by znaleźć się jak najdalej od prześladowcy nie przestając truchtać. Nie widziałam twarzy właściciela tego pięknego auta przez przyciemnione szyby, ale już wiedziałam że ta osoba nie jest moim przyjacielem. Starałam się ignorować auto i truchtałam dalej. To nie było za łatwe. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie ze zmęczenia, ze strachu.
Nagle ciemna szyba zaczęła osuwać się w dół, a moje serce stanęło na tą chwilę prawdy. W mojej głowie zaczęły wytwarzać się najgorsze wizje; porwanie, sprzedaż narządów, morderstwo, gwałt, obrabowanie i wiele innych.
– Hej, dlaczego mi uciekasz ? – zabrzmiał jego ochrypły głos, a na twarzy pojawił się głupkowaty, lecz ujmujący uśmiech, który coś mi przypomniał.
Znam tę twarz. Widziałam tego kolesia już kiedyś. Był na imprezie w Sound, kilka tygodni temu. Udałam się tam wraz z moją koleżanką, Jane, która potrafi załatwić wejściówki na najlepsze imprezy w mieście, chociaż by dostać się do takiego miejsca jak Sound musiała wykorzystać swoje starsze kontakty i się nieźle wygimnastykować. Bez kontaktów w dzisiejszych czasach, nawet na dyskotekę w stodole się nie dostaniesz. Całe szczęście że wujek jej starej znajomej jest tam ochroniarzem bo inaczej nic by z tego nie wyszło. To był mój najlepszy dzień w życiu. Tamtej imprezy nigdy nie zapomnę. Nie uwierzylibyście mi jeśli powiedziałabym wam że alkohol podawali tam nie pytając nikogo o dowód, a po trzech piwach kolejne były za darmo. Podobno grają tam najlepsi Dj z całego świata. Ten, na którego trafiłam tamtego piątku był całkiem niezły i mimo że nie lubię takiej muzyki którą puszcza się na imprezach, to kilka piosenek które przerobił, wpadło mi w ucho. Do siedzenia było kilka skórzanych kanap oraz miejsce przy barze, ale prawie nikt z siedzenia nie korzystał, wszyscy szaleli na parkiecie. Należałam do tych osób. Właściciel Land Rovera stał przy barze wraz z kolegami. Nie dało się ich nie zauważyć. Szczególnie jego z tym wzrostem i zielonymi oczami. Miał na sobie biały t–shirt, czarne, obcisłe dżinsy, butom się nie przyglądałam, chociaż mogłabym przysiąc, że były to białe, trampki sięgające za kostkę, najprawdopodobniej conversy. Pamiętam jeszcze, że wznosił z kolegami dużo toastów. Było jasne, że coś oblewają i świętują. Po killku drinkach dołączyli na parkiet.Jego twarz łatwo było zapamiętać. Zwłaszcza dzięki jego włosom, których pozazdrościć mógł mu każdy, nawet dziewczyny. Ciemne loki idealnie kontrastowały się z dołeczkami na jego policzkach. Wyglądał słodko kiedy się uśmiechał, ale gdy dołeczki znikały, chłód oblewał wszystkich którzy na niego w tamtej chwili spojrzeli. Ciarki przeszły mi wtedy po całym ciele, więc odwróciłam już uwagę od kolesi przy barze i zajęłam się tańcem.
–J–ja nie uciekam. – wyjąkałam.
Żołądek podszedł mi do gardła. Brunet zaśmiał się gardłowo. Widział moje piekące od gorąca policzki.
– Jestem Harry, a ty to.. ?
– Kate. – bąknęłam szybko by się nie zająkać.
– Zabieram cię do kawiarenki.
To chyba nawet nie było pytanie. Na końcu jego wypowiedzi zabrakło mi znaku zapytania. Oznajmił to, jakby wszystko było już ustalone. Ale nie wiem czego bałam się bardziej gdybym odmówiła; jego przerażającego spojrzenia, czy tego że mnie porwie i sprzeda moje narządy na rynku zagranicznym, czy może tego, że będzie mnie prześladował do końca życia. Tak czy inaczej, bałam się odmówić. Cholernie się bałam.
– Nie przyjmuję odmowy. – dodał po chwili, kiedy zobaczył na mojej twarzy grymas; jakby wiedział, że odmówię. – Wsiadaj. – bąknął w taki sposób, że czułam iż włosy na głowie stanęły mi dęba.
Chwilę później auto się zatrzymało.
Nawet go nie znam. Nie wiem ile ma lat, nie mam pojęcia czym się zajmuje, nie wiem gdzie mieszka, kim jest, nie wiem totalnie nic. Chybaże fakt iż nie przyjmuje odmów i jest wyjątkowo śmiały to jakieś ważne informacje. Jeżeli tak, to znam go aż zanadto.
Bałam się wejść do tego auta, serce waliło mi tak mocno, że nie zdziwiłoby mnie gdyby on też je słyszał. Właśnie dlatego chciałam to opóźnić, chociaż nie miałam pojęcia jak. Serce stanęło mi po raz kolejny, kiedy Harry wyszedł z pojazdu i w mgnieniu oka pojawił się po jego drugiej stronie tylko po to, by otworzyć mi drzwi. Uśmiechnął się szarmancko i czekał aż wsiądę, by chwilę potem zatrzasnąć drzwi. Znalazł się po drugiej stronie w mgnieniu oka i zajął miejsce za kierownicą. Przełknęłam głośno ślinę i zapięłam pasy. Tak właśnie kończą się rozmowy z nieznajomymi.
– Głowa do góry, nie jestem aż taki zły.

  • awatar I ♥ Hooligans: Świetny rozdział i masz cudownego bloga :)
  • awatar Porankowa ♥: jestem pod wieeeeeeeeeelkim wrażeniem!! ^ ^ pisz częściej i dodawaj!! z wielką chęcią przeczytam!! : D
  • awatar ♥ HEART ATTACK ♥: OMG <3 Geniusz *.* Nie no dziewczyno masz talent nie ma co <3 Szybko dodawaj 2 rozdział <3 Powiadom mnie o tym oczywiście <3!!! + U mnie jest również prolog. Chyba w archiwum. Jak zechcesz to wpadnij będzie mi strasznie miłooooo :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Lubię biegać. To pozwala mi się odprężyć i zapomnieć o tym co dzieje się w realistyce. Nie jest to coś w czym jestem dobra, ale jednak lubię od czasu do czasu samotnie przetruchtać pobliski park ze słuchawkami w uszach. Odrywa od rzeczywistości i mnie uspokaja. Świeże powietrze - uwielbiam je. Wiem że może być to dość dziwny sposób, ale uwierzcie - działa. Gdy jestem nabuzowana idę biegać i nie mija zbyt wiele czasu a złość przechodzi w nogi co pozwala mi nabrać tępa. A do tego ten sposób pomaga mi w stworzeniu mi formy, gdyż jest w fatalnym stanie i nie ma jej wogóle. Jestem słaba z wychowania fizycznego, należę do grona leni często grzejących kanapę przed telewizorem i fanów fastfoodów oraz słodyczy. Jest też inny plus - pomaga zrzucić trochę tu i ówdzie. Widzicie ile tych pozytywów ? To co że jest się po tym trochę zgrzanym i spoconym - od czego jest prysznic czy wanna ? Można też być zmęczonym, racja. Jednak to nie trwa zbyt długo, z resztą niektóre dziewczyny ćwiczą codziennie dla figury. Uprawiają jogę, fitness, chodzą na siłownię, ty możesz uzyskać to samo nie wydając ani grosza, a na dodatek uzyskać lepsze efekty w szybszym czasie i zdobyć formę.
Dzięki bieganiu poznałam jego - chłopaka którego nigdy dotąd nie spotkałam i nie spotkałabym w innych okolicznościach.
To będzie fanfiction, piszcie czy wam sie podoba i czy będziecie czytać dalej, od razu mówię że głównym bohaterem będzie Harry Styles, w tym opowiadaniu zostanie użyte tylko jego nazwisko i wygląd, reszta będzie jedynie wytworem wyobraźni.
  • awatar mnbvx: wow świetne! :)
  • awatar ♥Everything About You♥: oj dziewczyno, dziewczyno, ja to się z tobą mam. czy ty w końcu napiszesz coś do końca? xoxo pewnie, że się podoba i, że będę czytać... tylko nie usuwaj już i kontynuuj dalej, dalej, dalej <333 :3
  • awatar Gość: Kaaarola ! Moim zdaniem to będzie świetne ! :) Będę czytać :)xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›